Spis treści

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Serdecznie zapraszamy do skorzystania z nauk rekolekcyjnych w formie tekstowej. 


Konferencja 1

Chrystus - Eucharystia

Moi drodzy! Tegoroczny Wielki Post jest bardzo szczególny. Tak jak w 1. Niedzielę Wielkiego Postu towarzyszyliśmy Chrystusowi, który przebywał na pustyni, tak teraz my wszyscy, znajdujemy się na swoistej pustyni świata. Niepewność, lęk, obawa, strach. Wydaje się, jakby Bóg był odległy i daleki, jakby nie chciał wysłuchać naszych błagań… Bardzo przejmujący jest widok pustych kościół, pustej kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze w czasie modlitwy apelowej. Jednak najbardziej ujął za serca widok Ojca Świętego Franciszka, który samotnie modlił się przy pustym Placu Świętego Piotra. Kiedy udzielał błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem, zaczęły bić dzwony. Czyż to nie wymowny znak? To jest znak, że dobry Bóg nie opuszcza swojego ludu. Nigdy nie opuszcza! To znak, że Bóg wkracza w dzieje człowieka i świata z nową mocą, że chce błogosławić i umacniać słabych, że chce w serca wlewać nadzieję. 

A więc do rzeczy! Skoro mamy mówić o Eucharystii, przenieśmy się sercem do Wieczernika, do miejsca, gdzie została ustanowiona. Niedługo będziemy celebrować to wydarzenie u progu Triduum Paschalnego. Jezus zasiada z uczniami do spożywania wieczerzy. Rozpoczyna się najmilsza uczta. Kolejna spożywana pascha. Jednak jest ona zupełnie inna i bardzo wyjątkowa – to Ostatnia Wieczerza! Chrystus rozpoczyna czas świętowania: bierze chleb, odmawia modlitwy i daje swoim uczniom. Podobnie czyni z kielichem wypełnionym winem. Mówi, że chleb to Jego Ciało i wino to jego Krew. Najświętsze Ciało i Najdroższa Krew. Jezus daje nam siebie. Nie robi żadnych wyjątków. Wydaje się za każdego z nas. Jezus Chrystus w ten sposób daje nam dowód swojej miłości do nas, do grzeszników. Może warto postawić sobie w sercu pytania: czym dla mnie jest Eucharystia? Czy jest to rzeczywiście czas spotkania z żywym Bogiem, który mnie kocha i dla mnie poświęcił swoje życie?            

W liturgii słowa w minioną niedzielę była mowa o Łazarzu. Jezus płacze nad jego grobem. Przyszywa nasze serce Jego wołanie: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! My na ten głos Jezusa się budzimy. Wstajemy z grobu naszych grzechów. W Eucharystii, Chrystus woła do nas jak do Łazarza: wyjdź na zewnątrz! Skoro mnie przyjmujesz – mówi Jezus do nas – spożywając moje Ciało to niech to coś znaczy. Niech to cię zmienia i uświęca. Nie zmarnuj tego daru. Eucharystia „wskrzesza” w tobie życie. Uwierz w Jej moc. Pamiętaj, że Eucharystia to ja – Chrystus.            

Moi kochani, po co my – jako chrześcijanie – chodzimy na Eucharystię? Wielu jest takich katolików, którzy na Eucharystię chodzą z innego powodu, niż ten najważniejszy. Jest niedziela, trzeba iść do kościoła. Tradycja każe chodzić w każdą niedzielę na Msze świętą. dla niektórych na tym się kończy. Idą do kościoła i wracają z niego, i tak co niedzielę, lecz bez żadnej refleksji. Są tacy, którzy idą na Eucharystię tylko kilka razy w ciągu roku: Pasterka, Rezurekcja, pogrzeb czy też ślub w rodzinie. Nie ma w tym nic głębszego.  Niektórzy mówią, że Bóg jest wszędzie i wszędzie można się modlić.            

Jasno trzeba sobie uświadomić: najważniejszym powodem, dla którego przychodzimy na Eucharystię jest spotkanie z żywym Bogiem, który pragnie szczęścia każdego z nas. Nie ma innego powodu. Ja chcę w Niej na nowo zaprzyjaźnić się z Jezusem, przecież to jest On sam! My się tym Jezus karmimy, bo pragniemy, aby Jego serce zaczęło bić w nas. Z chwilą przyjęcia Komunii świętej, Jezus zaczyna żyć w nas. Czy to nie powinno nas zmieniać i motywować? Bóg żyje w moim wnętrzu! To jest prawdziwy powód do radości, że Bóg jest we mnie!           

Była już krótka wzmianka o Wieczerniku. Dzisiejszy Wieczernik jest miejscem, gdzie nie wolno Eucharystii sprawować. Paradoksalnie tam, gdzie została ona ustanowiona, nie może być celebrowana. Kiedyś na Jasnej Górze widział jak jeden pan odebrał telefon i zaczął rozmowę, podczas gdy trwała Eucharystia – jak gdyby nigdy nic się nie stało. Może to jest jakiś znak, byśmy zrozumieli, jak jest dla nas ważna. Teraz też szczególnie tego doświadczamy. Puste kościoły w Wielkim Poście, czasie, kiedy szczególnie mówi do nas Bóg. Z kolei w jednym z kościół zwróciłem uwagę na zachowanie ludzi – nie było wtedy Mszy. Chodzili, zwiedzali, ale zachowywali się jak poganie. Rozmowy w głos, niezwracanie kompletnie uwagi na tych, którzy się modlą i tych, którzy mówią, że źle robią.            

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ Eucharystia to nie jest „byle co” to jest dar dobrego Boga dla nas. Ten dar nie może być zmarnowany. Eucharystia pozwala nam odkryć jacy jesteśmy, bo wymaga stanięcia najpierw wprawdzie o sobie w spowiedzi, dopiero później można godnie przyjmować Ciało Pańskie. Jeżeli mi zależy na miłości do Boga, to dołożę wszelkich starań, aby rzeczywiście Eucharystia uświęcała i zmieniała moje życie.            

Zwracam się do tych wszystkich, którzy będą czytać tę konferencję. Pomódlcie się za kapłanów, bo to dzięki nim, możemy uczestniczyć w Eucharystii. Dla mnie jako dla księdza, nie ma większej radości jak sprawowanie Mszy świętej. Eucharystia i ołtarz to całe moje życie. Kończę, parafrazują Norwida: Do kraju tego, gdzie Eucharystia zmienia ludzkie serca, tęskno mi Panie!  

ks. Mateusz Matusiak


Konferencja 2

Kobieta cudzołożna - powstawanie z grzechu

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Drodzy bracia i siostry! 

Pan Bóg wyprowadził Izraelitów na pustynię, aby tam mówić do ich serc. Tych wszystkich, którzy czytają tę konferencję na pustynię nie wyprowadzę, ale chcę z wami podzielić się moją wiarą. Swoją pracę magisterską pisałem o sakramencie pokuty i pojednania, dlatego ten temat jest mi bliski. A więc do rzeczy: kobieta cudzołożna, czyli jak powstawać z grzechu. 

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że „grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako „słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu” (KKK 1849). 

Grzech zabija w człowieku miłość do Boga i do bliźniego, niszczy relację ze Stwórcą. Jawi się jako nieposłuszeństwo oraz przekroczenie woli Bożej. Pierwszym grzechem człowieka jest właśnie grzech nieposłuszeństwa. Swój początek bierze w biblijnym opowiadaniu z Księgi Rodzaju o upadku pierwszego człowieka – Adama. Było one podyktowane przeciwstawieniem się woli Boga, aby stać się jak On. Wypaczony obraz Boga w człowieku, został wyrażony w czynie – ulegnięciu podszeptom Szatan – i pociągnął za sobą konsekwencję, między innymi utracenie stanu pierwotnego szczęścia i wygnanie z Edenu. Człowiek chciał zająć miejsce Boga, co stało się jego największym dramatem i największą tragedią. 

Św. Jan Paweł II w swojej Adhortacji Apostolskiej o pojednaniu i pokucie Reconciliatio et paenitentia pisze, że grzech jest popełniany przez człowieka w pełnej wolności. Wolność zgubiła człowieka, ponieważ została przez źle wykorzystania. Wydawało się, że człowiek stanie się sam Bogiem. Zagubił się człowiek w swój grzesznej naturze. W tym zagubieniu nie został on sam – jest przy nim dobry Bóg, który nie potępia, ale daje miłosierdzie. 

Przejdźmy teraz do Ewangelii według św. Jana. W 8 rozdziale tejże Ewangelii jest opowiadanie o pewnej kobiecie, która spotkała w swoim życiu Jezusa i przyjęła dar Jego miłosierdzia. Jawnogrzesznica – o niej mowa. Przypomnijmy sobie ten fragment. Faryzeusze i uczeni w Piśmie przyprowadzają do Chrystusa kobietę, którą oskarżają o popełnię cudzołóstwa. Chcą Jezus tak naprawdę wystawić na próbę. Mówią, że Mojżesz kazał takie kobiety kamienować. Jezus milczy i ku zaskoczeniu wszystkich, pisze coś palcem po ziemi. Może pisał imiona faryzeuszy, może ich grzechy, nie wiemy dokładnie. Ten gest związany jest z proroctwem Jeremiasza, gdzie ci, którzy odchodzą od Boga zostaną zapisani na ziemi. Wystarczy, że przyjdzie wiatr i zdmucha wszystko. Jezus wypowiada słowa: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Oskarżyciele zaczynają odchodzić – jeden po drugim. Kobieta nazywa Go Panem. Jednocześnie jest to wyraz jej skruchy i grzechu. ten fragment Ewangelii jest zwycięstwem miłości na nienawiścią, dobrem nad złem i prawdą nad kłamstwem. 

Moi kochani, swoim słowem Jezus dotyka naszych sumień. Demaskuje nasze grzechy. On jest Bogiem prawdy. Nie chce, aby człowiek żył w zakłamaniu i grzechu. Na tym polega Jego obecność przy nas, przy grzesznikach. Wskazuje na grzeszne czyny, nie po to, aby nas zdołować, ale po to, aby dać nam szansę na poprawę. Nie potępia nigdy człowieka, ale jego konkretny, zły czyn. Zło nazywa po prostu złem, grzech nazywa grzechem. Nie ma żadnego „rozmycia” w Jego Ewangelii. Nie potępił jawnogrzesznicy, ale dał szanse. W tegorocznym – niewątpliwie trudnym – Wielkim Poście, wszystkich nas wzywa do porzucenia swojej własnej grzeszności. 

Człowiek w swoim życiu musi przede wszystkim uświadomić sobie własny grzech. Jeżeli tego nie zrobi to Bóg będzie nie potrzebny, to spowiedź będzie bez sensu. Tak będzie tkwił w grzechach swoich, że do nich się przyzwyczai, a chodzi o to, aby grzechów – z Boża pomocą – unikać i walczyć z nimi. Dlaczego dzisiaj – szczególnie w niektórych miejscach – możemy zauważyć taką sytuację, że nikt się nie spowiada, a wszyscy idą do Komunii? Czy konfesjonały są już nie potrzebne? Konfesjonał jest człowiekowi potrzebny, bo to jest życie, nowe życie, Boże życie, ale to człowiek sam najpierw musi sobie uświadomić, że jest grzesznikiem. Musi uznać swoją winę i w pokorze prosić Pana o miłosierdzie i przebaczenie. Dopiero wtedy ma szansę, aby się podnieść jak wspomniana kobieta, uznać Jezusa za Pana, odejść z radością przebaczenia. To samo czynimy na początku Eucharystii: uznajemy się za grzeszników, czynimy akt pokuty, aby później z radością przyjmować Ciało Chrystusa. 

Nieodzowną pomocą jest dla nas zawsze Duch Święty, który jako „Światłość sumień” kieruje nas w stronę przebaczenia. Sumienie człowieka – jak nazywa je Sobór Watykański II – jest „najskrytszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, w nim pozostaje on sam z Bogiem, którego głos rozbrzmiewa w jego wnętrzu”. Wyrażenie przez człowieka zgody na wybawienie z niewoli grzechu i odrodzenie do życia z Bogiem, dokonuje się za sprawą Ducha Świętego. Dzięki Trzeciej Osobie Przenajświętszej Trójcy, człowiek i świat są zdolni do przekonania się i poznania swej własnej grzeszności. Św. Jan Paweł II w Encyklice o Duchu Świętym Dominum et Vivificantem pisze o „trudzie sumienia”, który jest jednocześnie początkiem drogi nawrócenia człowieka. Mówi często o wyrzutach sumienia. To jest to działanie Ducha Świętego, które człowieka popycha do przemiany. Nie można radykalnie zmienić swojego postepowania czy w ogóle się zmienić, bez pomocy z wysoka, to jest bez łaski Ducha Świętego. Duch popycha do podjęcia określonych kroków w walce z grzechem, uzdalnia serca, aby wytrwały w dobrych postanowieniach. Ostatecznie przebaczenie, które otrzymujemy w sakramencie pokuty i pojednania jest owocem Ducha Świętego. „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. 

Bogu bardziej zależy na poszukiwaniu zagubionych niż sprawiedliwych, dlatego pomaga nam powstawać z grzechu jak jawnogrzesznicy. Jezus mówi: Idź, a od tej chwili już nie grzesz. Odchodząc od konfesjonału, mamy więc spojrzeć w przyszłość. Pomyśleć o naprawieniu uczynionego zła, zadośćuczynić Panu Bogu i bliźniemu, o dokonaniu jakieś pozytywnej, większej czy mniejszej, rekonstrukcji całego życia. Nie powinno nam w tym przeszkadzać przypominanie się popełnionych, aczkolwiek, jak ufamy, odpuszczonych już grzechów. Należy je traktować jako okazję do radosnego sławienia Chrystusowego miłosierdzia, ale myśli kierować ku przyszłości. Bogu nie podobało się kiedy naród wybrany zbytni pogrążał się w rozważaniu wydarzeń minionych, co wyraził przez usta proroka Izajasza: Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Ową nową rzeczą jest dla nas łaska Chrystusa – Jego miłosierdzie. 

Moi kochani, nie lękajmy się Boga, nawet wtedy, kiedy ciężkie grzechy ciążą nam na sumieniu. To jest ten szczególny moment i to jest właściwa okazja, aby w swoim życiu spotkać Boga. Czyńmy więc konkretne kroki, aby zmieniać swoje życie. Niech pierwszym będzie zawierzenie siebie i swoich grzechów Bogu w sakramencie pokuty, aby owocnie i radośnie przeżywać zbliżające się Święta Zmartwychwstania Pańskiego. 


 

Konferencja 3

Kościół – moje miejsce spotkania z Bogiem

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! 

Z Ewangelii według św. Jana: To powiedziawszy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: „Kogo szukacie?”  Odpowiedzieli Mu: „Jezusa z Nazaretu”. Rzekł do nich Jezus: „Ja jestem”. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: „Ja jestem”, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: „Kogo szukacie?” Oni zaś powiedzieli: „Jezusa z Nazaretu”. Jezus odrzekł: „Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść!”  Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: „Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś”. Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: «Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18, 1-11)

Drodzy pielgrzymi wielkopostnej drogi przemiany i nawrócenia!

Jezusa podczas męki cechowała wielka pokora. Dobrowolnie przyjął śmierć. Nie oparł się ani się nie cofnął. Podał grzbiet swój bijącym i policzki rwącym brodę. Nie zasłonił swojej twarzy przed zniewagami i przed opluciem (por. Iz 50, 6). 

Była noc. W Biblii noc uchodzi za symbol świata doczesnego, okrutnego, pełnego zdrady i cierpienia. Dzień jest symbolem nowego świata, jego jasności, radości i jutrzenki. Tradycja żydowska wyróżnia cztery najważniejsze noce: noc stworzenia, noc Abrahama, noc wyjścia z Egiptu i noc Mesjasza, czyli noc Paschy Chrystusa, Jego przejścia ze śmierci do życia. 

Jezus wraz z uczniami odśpiewał hymn po zakończonej wieczerzy. Wstali oni od stołu i wyszli w stronę Góry Oliwnej. Jezus jeszcze był wolny. W chwili pojmania troszczył się o swoich uczniów. Pragnął uratować ich przed cierpieniem, choć sam bardzo cierpiał. Szatan wysyła do Ogrójca ucznia – Judasza, aby dopełnił okrutny plan śmierci Bożego Syna. Jezusa zdradził ten, który Go znał, nie ktoś obcy czy przypadkowy, ale ten, który stał u Jego boku, który chwilę wcześniej z Nim siedział przy wspólnym stole. Ewangelista Jan mówi, że w Judasza po spożyciu kawałka chleba wstąpił szatan. Jezus mimo to, nie usunął Judasza z grona uczniów. Do końca o niego walczył. Może miał nadzieję, że się nawróci i zmieni. Nie wiemy. Jedno jest pewne. Judasz zdradził i otrzymał za to trzydzieści srebrników. Judasz nosił trzos, a więc był odpowiedzialny za pieniądze. Ewangelia mówi nawet, że wykradał z trzosa, ponieważ był złodziejem. Ze swojej pazerności i chciwości na grosz, doprowadza do największej tragedii w dziejach świata i ludzkości. Jednak przychodzi moment, że budzi się w nim sumienie. Zrozumiał, co zrobił. Zniszczyła go rozpacz. Brakło wiary w przebaczenie. 

Jak to jest? Czy Jezus nie mógł temu wszystkiemu zapobiec? Oczywiście, że mógł, przecież był Bogiem. Ale to wszystko musiało się zdarzyć, aby wypełniło się słowo proroka Zachariasza: I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaką Mnie oszacowali!

Jezus – światłość, Judasz – ciemność. Ciemność spotkała się ze światłością. Jednak ciemność nie zdołała światłości zwyciężyć. Pojmanie Jezusa dokonało się w nocy. Jak gdyby pozornie noc zwyciężyła, lecz tylko na chwilę. Noc i ciemność była dla Mistrza z Nazaretu czasem próby. Mimo – jak mówi Izajasz – nie oparł się ani się nie cofnął – to jednak zwyciężył. 

Drodzy bracia i siostry, bardzo często Kościół przeżywa noc próby. Noc, w której wydaje się, że wszystko jest stracone i przegrane. Widzimy to. Warto na początek przypomnieć sobie, że Kościół tworzymy wszyscy, którzy jesteśmy ochrzczeni. To nie jest prywatna sprawa biskupów czy księży. Kościół to wspólnota ludzi ochrzczonych, a więc nas wszystkich. Mówić źle o Kościele, znaczy tyle co źle mówi o nas samych. Kiedy źle mówimy o Kościele, świadczy jakimi tak naprawdę jesteśmy chrześcijanami.  

W ostatnich miesiącach i tygodniach, Kościół w Polsce znalazł się po falą krytyki, której powodem są grzechy duchownych i świeckich. Pręgież tej surowej krytyki jest nagłaśniana i potęgowana przez środki społecznego przekazu – sprawiedliwej, a często niesprawiedliwej i krzywdzącej tak naprawdę całą wspólnotę. Im dalej ktoś jest od Kościoła, im mniej ma z nim wspólnego, tym więcej ma na jego temat do powiedzenia. To jest działanie szatańskie, które ma na celu osłabienie wiary. Tak działa szatan. Jest perfidny i wyrachowany. Posługuje się kłamstwem. Zauważmy – moi drodzy – że często oskarżenia rzucane na kościół są kłamstwem. I ci wszyscy, którzy tak postępują zachowują się jak Judasza: może poniekąd czerpią korzyści z poniżenia i znieważenia Kościoła. Czy tak postępuje chrześcijanin?  

Jak się zachowuje i odnajduję w tym wszystkim? Czy jestem jak Judasz: przyprowadzam innych ludzi, aby drwili ze mną, czy jestem raczej jak Piotr: gotów do radykalnych kroków, podjętych w obronie? Piotr – jak słyszeliśmy w Ewangelii – odciął ucho słudze. Wykazał się wielką odwagą, sam wystąpił w obronie Mistrza wobec zbrojnego zespołu żołnierze. Jaką postawę przybieram dzisiaj ja? Może przeżywany czas Wielkiego Postu zmusi nas do refleksji nad Kościołem i uświadomienia sobie, że Kościół to jest mój dom, Kościół to jest moja matka, inni członkowie są moimi braćmi i siostrami. O swoim domu, o Matce nie mówi się źle! Matkę się broni!

Nikt z nas nie jest bez winy. Kościół jest święty, lecz tworzą go ludzie grzeszni. Kochajmy Kościół taki, jaki jest. Nie Kościół idealny, bo takiego nie ma. Kościół jest darem Chrystusa - naszego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana. Jest darem dla wszystkich. Łączy się z tym nasza odpowiedzialność za Kościół. Wspierajmy go w tym Wielkim Poście szczególną modlitwą i naszą osobistą postawą, by jawił się jako wiarygodna wspólnota uczennic i uczniów Chrystusa, Zbawiciela świata

Moi drodzy, Judasz wydał Jezusa na śmierć. Sprzedał Boga za marną kwotę trzydzieści srebrników. Wyszedł z Ostatniej Wieczerzy i przyprowadził do ogrodu Getsemeni siepaczy, którzy pojmali Jezusa i zaprowadzili, by był osądzony i stracony. Ale gdy to się już stało Judasz odczuwa wyrzuty sumienia. Nie może odwrócić biegu wydarzeń, chce więc chociaż zwrócić pieniądze które ciążą mu jako zaplata za niewinną krew. A kiedy jego mocodawcy nie przyjmują ich, rzuca je w świątyni, a następnie udaje się gdzieś na odludne miejsce i dokonuje samobójstwa. Kiedy Jezus, wisząc na krzyżu, oddaje swe życie za wszystkich, aby przez Jego ofiarę wszyscy mieli życie wieczne, ten uczeń i zdrajca pozbawia się życia przez powieszenie na jakimś przypadkowym drzewie.

Dlaczego tak postąpił?! Co skłoniło Judasza do tak okropnych czynów? Nigdy nie poznamy ostatecznych i pełnych motywów tej decyzji. Jest to jakaś wielka tragedia tego człowieka, który tak straszliwie pokrzyżował swoje drogi. Swoją tajemnice Judasz zabrał ze sobą na drugi świat.

Niech lekcja wiary jakiej udzielił nam Judasz będzie dla nas przestrogą, a jednoczenie zmobilizuje do rachunku sumienia z mojej postawy wobec Kościoła. Kocham Kościół. Kościołowi zawdzięczam wszystko co mam i posiadam. Kościele święty, nigdy nie zapomnę ciebie. 

 

Ks. Mateusz Matusiak


 

 

Konferencja 4

Maryja – Matka stojąca pod krzyżem

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Nie może zabraknąć w naszych rekolekcjach miejsca dla Matki Bożej, Tej, przez którą przyszedł na świat Odkupiciel człowieka – Jezus Chrystus. W Wielkim Poście szczególnie rozważamy Maryję, która stoi pod krzyżem swojego Syna. Na początek fragment z Ewangelii według św. Jana, który nazywany jest „testamentem z krzyża”. Z Ewangelii według św. Jana: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. (J 19, 25-27).

Przy łóżeczku umierającej dziewczynki czuwała zrozpaczona matka. Z trudem powstrzymując łzy, starała się przygotować dziecko na rychłą śmierć. „Kochanie, czy wiesz, że już wkrótce usłyszysz śpiew aniołów?" - zapytała. Zmęczona chorobą dziewczynka wyszeptała: „Mamo! Jestem taka chora. Nie mam ochoty słuchać muzyki". Matka nie poddawała się: „Wkrótce ujrzysz piękne miasto i ulice wybrukowane złotem, po których przechadzają się aniołowie". A dziecko znów odpowiedziało: „Mamo, nie miałabym siły spacerować razem z nimi, jestem już taka słaba". Zrozpaczona matka nie wiedziała, jak ma dalej pocieszać dziecko. Położyła się więc koło niego i mocno przytuliła je do siebie. „Ach mamusiu, tego właśnie pragnę, żeby Jezus wziął mnie w ramiona i pozwolił odpocząć". Jakże w tym wzruszającym opowiadaniu nie odnaleźć odniesień do odczytanego fragmentu Ewangelii według św. Jana. Wraz z Maryją stajemy na Golgocie pod krzyżem Jezusa. Czujemy bezradność najbliższych wobec cierpienia Jezusa. Nic nie mogą zrobić, nie wiedzą też, co można by powiedzieć. W milczeniu uczestniczą w umieraniu Jezusa. W milczeniu przyjmują także Jego testament: Niewiasto, oto syn Twój; Oto Matka twoja. W końcu, w milczeniu słuchają Jego ostatnich słów: Pragnę i Wykonało się. Jakże musiało boleć serce Maryi przebite mieczem boleści.

Życie Maryi związane było ze wszystkimi zbawczymi tajemnicami swojego Syna i dlatego jej kult w Kościele przybiera różne formy i treści. Jedna z najbardziej rozpowszechnionych form kultu maryjnego związana jest z Jej współcierpieniem i współuczestnictwie w męce Jezusa Chrystusa. Zjednoczenie Maryi z tajemnicą cierpienia Jezusa Chrystusa rozpoczęło się już w chwili zwiastowania, kiedy Jej zgoda na całkowite przyjęcie i zrealizowanie woli Bożej oznaczała także zgodę na przyjęcie cierpienia. I choć miecz boleści towarzyszył jej przez całe życie, to Ona zawsze wszystko zachowywała i rozważała w swoim sercu. Widzimy dzisiaj Maryję, Matkę Bolesną, stojącą pod krzyżem Jezusa Chrystusa. Jako Matka trwała w zjednoczeniu ze swoim Synem aż do krzyża, pod którym stanęła zgodnie z Bożym zamiarem. Po śmierci Jezusa przyjęła i złożyła Jego Ciało na swoich kolanach. W taki sposób do końca wypełniło się proroctwo starca Symeona: A Twoją duszę miecz przeniknie. Maryja głęboko współcierpiała z Jezusem i złączyła się swoim macierzyńskim sercem z Jego ofiarą. Poprzez ofiarowanie Jezusa w świątyni i obecność pod krzyżem Maryja przez wiarę, nadzieję i miłość w szczególny sposób współpracowała z dziełem Zbawiciela. Widząc Matkę trzymającą na kolanach ciało umiłowanego dziecka, jakże nie zaśpiewać przepięknego hymnu Stabat Mater dolorosa - Stała Matka boleściwa. Jakże nie przypomnieć sobie cudownej Piety wyrzeźbionej przez Michała Anioła, która znajduje się w bazylice św. Piotra na Watykanie. Ta wyjątkowa rzeźba, będąca od pięciu wieków przedmiotem nieustającego podziwu historyków i miłośników sztuki, przedstawia Matkę Bożą podtrzymującą ciało zdjętego z krzyża Pana Jezusa. Wielu artystów przedstawiało tę scenę, lecz żadnemu nie udało się tak doskonale wyrazić jej symboliki ani tak mistrzowsko przedstawić postaci Maryi trzymającej umęczone ciało Syna. Oglądających to arcydzieło zaskakuje przede wszystkim wyraz twarzy Maryi: skupiony, poważny, spokojny, wolny od cierpienia. Nie ma na tej twarzy bólu Matki po stracie Syna, ale jest całkowite zaufanie Bogu, że właśnie dopełniła się Jego wola. Rozważając tajemnicę zbawczej śmierci Jezusa, nie możemy przejść obojętnie obok Maryi, Jego Matki. Ona przez swoje cierpienie stała się bliska wszystkim ludziom, a zwłaszcza ludziom cierpiącym. Pomimo ogromnego cierpienia Maryja uczy nas wszystkich głębokiego zawierzenia Bogu. Jest przykładem wiary, że przez cierpienie przechodzi się do zmartwychwstania i życia. Jak to dobrze, że umierający na krzyżu

Jezus pozostawił nam Maryję jako Matkę. Możemy powiedzieć, że od tamtej chwili Maryja stała się towarzyszką naszego cierpienia. Wpatrując się w Maryję, której serce przenika miecz boleści, pomyślmy, w jaki sposób my przyjmujemy nasz życiowy krzyż. Czy potrafimy tak jak Ona we wszystkim zaufać w Bogu? 

Moi kochani, możemy w pełni zaufać we stawiennictwo Maryi. Ona jako Matka towarzyszyła Synowi w umieraniu. Z wysokości krzyża Jezus ustanowił Maryję Matką nas wszystkich. Jesteśmy jej dziećmi i dlatego możemy być pewni, że jej wstawiennictwo pomoże nam w drodze do wieczności. Ona swoją matczyną miłością wyprosi dla nas zbawienie wieczne.

 

Ks. Mateusz Matusiak

  

f