Podczas Adwentu towarzyszy nam niezwykły człowiek – jak często bywa nazywany – „poprzednik Pański”. Mowa o św. Janie Chrzcicielu, synu Zachariasza i Elżbiety. Sam Jezus powiedział o nim, że nie ma większego od niego między narodzonymi z niewiast (por. Łk 7, 28). Żył na przełomie Starego i Nowego Testamentu. Kim był ten niezwykły człowieka znad Jordanu, który towarzyszy nam w Adwencie?

 

O tym, kim był św. Jan Chrzciciel, wskazuje już jego imię. Wiemy, że jego matka była bezpłodna i wraz ze swoim mężem – kapłanem Zachariaszem – była już posunięta w latach. Za cudowną interwencją Boża, poczęła w swej starości syna. Nowonarodzonemu chłopcowi nadano imię Jan. Nikt z rodu Zachariasza nie nosił takiego imienia. Cudem poczęte dziecko otrzymuje imię Jan, które znaczy „Bóg jest łaskawy”, „Bóg daje łaskę”. Przez fakt poczęcia Jana, Bóg mówi po raz kolejny, że nie ma dla niego nic niemożliwego (por. Łk 1, 27). Bóg okazał łaskę już przez fakt poczęcia Jana Chrzciciela. Wiedział, że ten człowiek – św. Jan – będzie niezwykły. Został na świat posłany, aby drogę przygotować dla Jezusa. Sam o sobie mówił, że nie jest godzien, aby Mu rozwiązać rzemyk u sandałów (por. Łk 3, 16). Przygotować drogę Panu, w wielkiej pokorze i w wielkim uniżeniu, stały się „Janową misją”. To było jego powołanie.

Ewangeliści mówią, że Jan żył na pustyni. Jakie ma ona znaczenie w Piśmie Świętym? Jest miejscem, gdzie człowiek może doświadczać szczególnej obecności Boga. Tam panuje przejmująca cisza, a ona jest głosem Boga. Pustynia jest miejscem niebezpiecznym. Przemierzając pustynię, trzeba ciągle sprawdzać, czy dobrze idziemy, bo tak nie wiele trzeba, by szalejące burza zasypała drogę, i nagle Boga tracimy z naszych oczu. To pustynia stała się swoistą Ojczyzną Izraelitów, kiedy błąkali się na niej z Mojżeszem przez 40 lat. Przykład Jana, który głosi swoje nauki właśnie na pustyni, ubranego w szatę z sierści wielbłądziej i pas skórzany wokół bioder i żywiącego się szarańczą oraz miodem leśnym, mówi o niezwykłym działaniu Pana Boga. Bóg wybiera bardzo często to, co słabe w oczach ludzi, aby tych wielkich zawstydzić. Wybrał pustynię na miejsce działania Jana Chrzciciela, nie wielkie miasta i metropolie. Przede wszystkim powołał do tego dzieła św. Jana Chrzciciela, który nie był wielkim uczonym i myślicielem, ale jego siła płynęła, że doświadczył obecności Jezusa, już w łonie swej matki Elżbiety. Na pustyni miał czas, aby o Bogu myśleć. 

Jan Chrzciciel nie był miły, układny, uśmiechnięty, w żadnym calu dyplomatyczny. Był oschły i zasadniczy, a momentami nawet uchodzi łza groźnego. Nie chodził po miastach i wsiach, aby nauczać, jak czynił to Jezus. To ludzie garnęli się do niego na pustynię. Może byli pociągnięci stylem życia św. Jana? Może chcieli uciec od zgiełku i harmidru? Może chcieli zmierzyć się w samym sobą? W ciszy… w samotności… w pokorze… tylko ja i Bóg! Dzisiaj nam – ludziom współczesnym – potrzeba swoistych „judzkich rekolekcji”, aby tak naprawdę zrozumieć, kim dla mnie jest Bóg. Bardzo często nie doświadczymy Boga, kiedy nie będziemy mieli czasu, aby chociaż przez krótki moment o Nim pomyśleć. W tegorocznym – niewątpliwie trudnym Adwencie – może znajdziemy moment swojego życia, aby go poświęcić Panu Bogu. Adwent potraktujmy jako pustynię, na której przychodzi nam żyć. Na tej pustyni szaleje burza, która sprawia, że człowiek traci grunt pod nogami, także w tym znaczeniu religijnym. Dzisiaj ta pustynia jest pełna lęku, obawy i strachu przed tym co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc, za pół roku? Lęk i strach pustynny, nie może sprawić, że Bóg zniknie sprzed naszych oczu. W trudnych doświadczeniach odszukujmy Pana Boga. Nasz Bóg jest dobry. Obdarza nas tym darem w niepewnym świecie w obfitości.

Świat potrzebuje proroków potężnych jak św. Jan, który wezwie z całą stanowczością i mocą do nawrócenia. Potrzebujemy proroka jak Jan Chrzciciela, który zgodnie z myślą św. Jana Pawła II nauczy nas nazywać białe białym, a czarne czarnym; zło złem, a dobro dobrem. Nauczy nas grzech nazywać grzechem a nie wyzwoleniem i postępem.

Jan Chrzciciel wzywa nas adwentowym wezwaniem: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego” (Mk 1, 3). Jego wezwanie, aby prostować swe życiowe drogi dla nadchodzącego Chrystusa, nie powinno napawać nas lękiem i obawą, lecz motywować do mądrego i roztropnego korzystania z bezcennego daru czasu Adwentu i własnych sił. Postawmy sobie pytanie: na co warto poświęcić swe życie? Czy na kłótnie, waśnie i spory? Czy raczej na miłość i braterstwo? Każdy z nas jest zdolny do tego, aby czynić dobro i do tego został przez Boga powołany. Adwent to czas, aby czynić dobro i miłość.

 

Ks. Mateusz Matusiak

 

f