Koło misyjne

Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka; a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. A ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej.” (Mat. 10:41-42). Dzieci ze szkoły Podstawowej nr 2 w Polanicy - Zdroju, zachęcone przez Papieża Franciszka podczas roratnich spotkań "Uboga Droga" do służenia braciom i siostrom w potrzebie, podjęły całoroczną zbiórkę między sobą - dla dzieci z Kasisi. Pieniądze zbierane w każdym miesiącu będą początkiem następnego miesiąca przekazywane do Domu Dziecka Kasisi. Dla dzieci z Afryki każda złotówka z Polski daje kolejną szansę na uśmiech. Chcemy przybliżyć w tym numerze naszej "Wniebowziętej" więcej informacji o Domu Dziecka Kasisi i o potrzebach jego wychowanków. Kasisi to na pozór zwykła wioska ukryta w głębi afrykańskiego buszu. Położona jest między, ukrytą wśród wysokich traw, szeroką rzeką Zambezi a drogą w kolorze rudej cegły, prowadzącą do odległej o prawie trzydzieści kilometrów Lusaki – stolicy Zambii. W scenerii zambijskiego buszu żyją siostry zakonne i dzieci w Kasisi Children’s Home (Domu Dziecka w Kasisi). Jest to największy sierociniec w Zambii, który utrzymuje się z darów materialnych ludzi dobrej woli z całego świata. Również dzięki wsparciu duchowemu wielu innych trwa niezmiennie od prawie 100 lat mimo licznych przeciwności losu. Nieustannie – we dnie i w nocy, toczy się w nim pełna wyrzeczeń walka sióstr o każde dziecko. Ich ofiarna praca jest przepełniona wszechogarniającą nadzieją i przeświadczeniem, że ważne jest dziś przeżywane z wiarą. Na drzwiach biura Siostry Marioli, przełożonej sierocińca, wypisane są słowa Matki Teresy z Kalkuty: “In this life we cannot always do great things. But we can do small things with great love” – „W tym życiu nie zawsze możemy robić rzeczy wielkie, ale możemy robić rzeczy małe z wielką miłością.” Dom Dziecka Kasisi prowadzony w jest Zambii przez Siostry Służebniczki Maryi Niepokalanej z polskiej Starej Wsi. Sierociniec działa wyłącznie dzięki ofiarności ludzi dobrej woli i nie ma żadnego wsparcia ze strony państwa zambijskiego, a potrzeby są ogromne, żeby zapewnić wszystkim dzieciom jedzenie, ubranie, leki i możliwość nauki. Obecnie jest tu około 250. dzieciaków, część z nich ma HIV, część ma już AIDS, gruźlicę, anemię, grzybice etc. Część jest całkiem zdrowa i jedyne, czego potrzebuje to miłości i wsparcia.

Historia Kasisi - Kasisi to wioska misyjna. Już w latach dwudziestych XX wieku miały tu swój dom siostry dominikanki. Powstanie sierocińca w tym miejscu jest owocem konkretnych wydarzeń i potrzeb. Pierwsze dziecko zostało przyniesione do domu sióstr dominikanek w 1926 roku. Ludzie, którzy znaleźli dziewczynkę, nie znali jej pochodzenia. Matka osierociła ją, gdy obie przedzierały się przez płonący busz. Uwięziona w płomiennym kręgu kobieta położyła się na ziemi i osłoniła swym ciałem córeczkę. Ocaloną przyniesiono do sióstr, które zaopiekowały się nią i dały jej imię Paulina. Pod dwóch latach siostry dominikanki odeszły z buszu, przeniosły się do stolicy kraju – Lusaki, a misję w Kasisi przejęły polskie siostry – Służebniczki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej ze Starej Wsi. Misja mieściła się wtedy w skromnym domu, w którym w jednym pokoju żyły siostry razem z kilkorgiem dzieci. Podopieczni spali w kartonowych pudełkach. Nie było dla nich warunków mieszkalnych, ale była wielka miłość sióstr i gotowość, by walczyć o życie każdego dziecka. W roku 1989 w Kasisi było prawie czterdzieścioro dzieci i był to jeden z dwóch sierocińców w Zambii, obok dużo mniejszego w Kitwe na północy Zambii. Zapotrzebowanie na domy dziecka nie było aż tak duże, gdyż w kraju istniał zwyczaj, popierany przez rząd, że po stracie rodziców opiekę nad dziećmi przejmuje bliska rodzina. Niestety sytuacja zmieniła się, gdy na początku lat dziewięćdziesiątych Zwyczaj przejmowania opieki nad osieroconymi małoletnimi przez bliskich upadł, bo rodziny nie były w stanie radzić sobie z rosnącą liczbą sierot. Pojawił się problem dzieci ulicy. Bezdomnych sierot przybywało i nadal przybywa. W tej chwili potrzeby są ogromne, sierocińców jest bardzo dużo, ale wśród nich największym jest Kasisi. Wciąż pojawiają się tu osoby zmuszone zostawić dzieci pod opieką sióstr. Z sierocińcem często kontaktują się szpitale, hospicja, w których rodzice umierają na oczach swych pociech. O pomoc do sióstr często zwraca się również policja i opieka społeczna z prośbą o przygarnięcie dzieci porzuconych, zaniedbanych i maltretowanych w patologicznych rodzinach. Wciąż jest więcej dzieci potrzebujących pomocy niż miejsc w ośrodkach, które mogłyby im ją dać. Kasisi działa wyłącznie dzięki ofiarności ludzi dobrej woli. Nie ma żadnego wsparcia ze strony państwa zambijskiego.




W tym tygodniu nagle zachorował nasz ogrodnik Berni. Wszyscy byliśmy bardzo przejęci, bo on nigdy nie choruje. Pracuje bardzo ciężko od rana do wieczora, w gorącym słońcu i nie narzeka. Wieczorami słucha swojej muzyki, czasem aż do rana. To jego Małe Życie. W zeszłym roku zmarła mu córeczka, która miała zaledwie roczek. Urodziła się niepełnosprawna, a potem jej ciało było pokryte wieloma ranami. Nikt nie wiedział, co to za choroba… Wszyscy przypuszczali, że jest spowodowana zazdrością ludzką… Ale Berni nawet po śmierci córki, nie przestał wierzyć… w swoją uczciwość, w rozmowy z kwiatami, w ukryte słowa muzyki i w dobro, które jak mówi, często pozostaje niewidoczne i nie potrzebuje słów… Na naszej misji wszyscy zauważyli, że Berni po raz pierwszy w życiu jest chory i nie ma go w ogrodzie. Po kolei każdy chciał go odwiedzić… ale on spał, i nie mógł z nikim rozmawiać. Nazajutrz wcześnie rano z daleka było słychać głośną muzykę. Wtedy już wszyscy byli pewni, że Berni wraca do zdrowia. Usiadł w swoim ogrodzie i po kolei witał tych, którzy chcieli go zobaczyć. Każdy przejęty biegł do jego domu, po to tylko, by go zobaczyć i być pewnym, że jest z nim lepiej… Wszyscy wiedzą, że on nie mówi wiele, ale tym razem dziękował każdemu z osobna. Przed domem stanęła jego mała druga córeczka. Ma na imię Skarb. Bo to największy prezent, jaki Bóg dał Berniemu w całym jego życiu… Wieczorem podwórko naszego ogrodnika było pełne ludzi, którzy tylko chcieli go zobaczyć. A on siedział dalej i dziękował… Niektórzy przyjaciele zostali dłużej, nie było jednak słychać słów… Do późna w nocy grała muzyka, a wczesnym rankiem Berni już był w naszym misyjnym ogrodzie, pracując przy kwiatach w swoim milczącym świecie. Świat prostych i dobrych ludzi nie potrzebuje propagandy, wielkich słów, wielkich dyskusji… To inny świat, bardziej ludzki i Boży. Może właśnie dlatego Bóg wybrał stajenkę, bezradność ludzką, biednych, prostych pasterzy i zwierzęta… Bo to jedyny prawdziwy świat, gdzie dzisiaj Bóg jeszcze znajduje miejsce, gdzie czuje się potrzebny… . Bo inny świat jest zbyt skomplikowany, nawet dla Boga… Mądrości prostego świata wszyscy potrzebujemy… Milczący świat naszego ogrodnika i jego muzyka przyciąga ludzi całej wioski… Ukryty SKARB małej stajenki Betlejemskiej, jego cisza, pokora, śpiew Aniołów i spojrzenia pasterzy zmieniły cały świat, nawet ten nasz… w XXI wieku. Stajenki na całym świecie są prawie zawsze pełne ludzi, którzy chcą zobaczyć Boga małego, bezradnego i milczącego. Bo Dobro i Miłość, to jedyna i największa siła, która sprawia, ze żyjemy na nowo! Bóg się rodzi… ukryty skarb i sens stajenki naszego ŻYCIA… NASZEGO SERCA.

s. Dolores Zok, SSpS (Republika Południowej Afryki)


Aby chrześcijanie oświeceni światłem Wcielonego Słowa przygotowali ludzkość na przyjście Zbawiciela. Trwa adwent – przygotowanie do świętowania pamiątki pierwszego przyjścia Jezusa, czyli Wcielenia. Dzięki Maryi, która powiedziała Bogu „Tak”, „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” [J 1, 14]. Więc Bóg naprawdę jest wśród nas, tutaj i teraz. Swoim słowem – Ewangelią – rozświetla mroki codziennych trosk, pokazuje prawdziwe wartości, o które warto dbać. Dodaje sił, gdy przyjmujemy Go pod postacią małej Hostii. Odzyskujemy utraconą nadzieję, gdy adorujemy Go w Najświętszym Sakramencie. To Słowo Wcielone, czyli sam Boży Syn, oświeca nas Swoim światłem nieustannie. Adwent jest również czasem przygotowania się do powtórnego przyjścia Jezusa na końcu czasów. Choć nie wiemy kiedy to nastąpi, pewne jest, że nastanie taki czas, gdy nasz Zbawiciel przyjdzie zabrać swoich wiernych do Domu Ojca. Czy będziemy wśród nich? Czy w krzątaninie codziennych obowiązków w ogóle o tym myślimy? Czy interesuje nas ilu z naszych krewnych, sąsiadów, znajomych z pracy będzie gotowych, by miłujący Ojciec przyjął ich do Siebie? Ilu z nich zostanie pozostawionych w ciemności, rozpaczy i potwornym cierpieniu – na zawsze. A może powiemy, że mamy wystarczająco dużo własnych problemów by jeszcze myśleć o innych? Odpowiedź możemy znaleźć w Encyklice Benedykta XVI o nadziei „Spe Salvi”: „Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam. Nieustannie w moje życie wkracza życie innych: w to, co myślę, mówię, robię, działam. I na odwrót, moje życie wkracza w życie innych: w złym, jak i w dobrym. [...] Nigdy nie jest za późno, aby poruszyć serce drugiego i nigdy nie jest to bezużyteczne. [...] Jako chrześcijanie nie powinniśmy pytać się jedynie: jak mogę zbawić siebie samego? Powinniśmy również pytać siebie: co mogę zrobić, aby inni zostali zbawieni i aby również dla innych wzeszła gwiazda nadziei? Wówczas zrobię najwięcej także dla mojego własnego zbawienia.” Więc zróbmy wszystko co w naszej mocy, by przy Swoim ponownym przyjściu Jezus nie zarzucił nam obojętności i egoizmu. Skoro słowa pouczają, a przykłady pociągają – dlatego my sami dajmy dobry przykład. Niech nasze życie będzie prawdziwym naśladowaniem Chrystusa. W konkretnych sytuacjach zastanawiajmy się, co On by zrobił. Wybierzmy trzy filary, które podaje Ojciec Święty Franciszek: modlitwa + sakramenty + pomoc innym. I nie chodzi tu o spektakularne wyczyny, ale o proste sytuacje, o wybieranie dobra, a nie zła. Często wiąże się to z tzw. pójściem pod prąd. Choćby życie bez sakramentów, oszustwa, plotkowanie, kłamstwa, horoskopy, bioenergoterapia, leki homeopatyczne... itd. Ile razy słyszymy: „Nie przesadzaj. Przecież wszyscy tak robią”... Rzecz w tym, że nie wszyscy, niestety jednak wielu. Dlatego musimy prosić Boga o umocnienie, żebyśmy ani my, ani inni nie wybierali tej łatwiejszej drogi, którą tak opisywała w swoim widzeniu św. Faustyna Kowalska: „droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć.” Pomóżmy im. Jak zachęcał ojciec Phil Bosmans: „Bądź jak światło, które wędruje przez noc i po drodze zapala zagasłe gwiazdy”.

s.Agnieszka Chybińska, SSpS

Tegoroczna uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP jest dla Sióstr Misyjnych początkiem Roku Jubileuszowego z okazji 125 rocznicy powstania ich Zgromadzenia. Zostało ono założone 8 grudnia 1889 r. w małej holenderskiej miejscowości Steyl. Jego założycielem jest św. Arnold Janssen – człowiek modlitwy i wielkiej wiary, który powołał do życia także Zgromadzenie Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji (siostry klauzurowe) oraz Zgromadzenie Słowa Bożego (Księża Werbiści). Jednymi z pierwszych sióstr Służebnic Ducha Świętego, a równocześnie współzałożycielkami Zgromadzenia, są bł. Maria Helena Stollenwerk i bł. Józefa Hendrina Stenmanns. Obecnie do Zgromadzenia należy około 3,5 tysiąca sióstr, pochodzących z ponad 40 krajów. Ich wspólnoty, zazwyczaj międzynarodowe, są rozsiane na wszystkich pięciu kontynentach. Żyjąc charyzmatem swoich założycieli, których cechowała szczególna cześć do Trzeciej Osoby Boskiej, siostry oddają się całkowicie kierownictwu Ducha Świetego. Mają być Jego narzędziami, by mógł On przenikać ich modlitwę, prace i całe życie. To z Niego czerpią siły do wypełniania swojej posługi, która jest bardzo zróżnicowana i uzależniona od potrzeb mieszkańców danego kraju. Jest to m.in.: pomoc migrantom, mniejszościom narodowym, „dzieciom ulicy”, apostolstwo wśród ludzi dotkniętych wirusem HIV / AIDS, podnoszenie godności kobiet, szczególnie w tych krajach, gdzie jest poniżana, pielęgnowanie i promowanie życia we wszystkich jego formach, praca w szpitalach, przedszkolach, szkołach, rozbudzanie i ożywianie misyjnej odpowiedzialności za Kościół powszechny. Podstawowym jednak zadaniem wszystkich Służebnic Ducha Świętego jest głoszenie Dobrej Nowiny – przede wszystkim tam, gdzie ona jeszcze nie dotarła lub gdzie jest głoszona w sposób niewystarczający. Zwiastując miłość Trójjedynego Boga, siostry przyczyniają się do tego, „aby przez Światłość Słowa i Ducha Łaski wszystkie narody zostały wyzwolone z ciemności grzechu i nocy niewiary i znalazły drogę do zbawienia” [Prolog Konstytucji SSpS]. To pragnienie zbawienia wszystkich dusz wyraża najlepiej zawołanie Sióstr Misyjnych autorstwa św. Arnolda: „Niech żyje Święty Trójjedyny Bóg w sercach naszych i w sercach wszystkich ludzi!”.

Pewien dziennikarz spytał kiedyś Matkę Teresę, czym mierzy sukcesy i porażki w swojej działalności. Odpowiedziała, że nie sądzi, aby Bóg operował takimi kategoriami jak sukces i porażka. Miarą wszystkiego jest odpowiedz na pytanie: Jak bardzo kochasz? I czy dajesz nadzieje? Pamiętam, że kiedyś weszłam do naszej misyjnej kliniki, gdzie młodziutka dziewczyna siedziała przy łóżku swego umierającego na AIDS chłopca. Spytałam ją , czy mogę coś dla niej zrobić? Odpowiedziała od razu” Tak, pomóż mi uwierzyć, że on będzie zdrowy… pomóż mi prosić Boga o cud… bo nie mam już innego wyjścia…” Modliłyśmy się razem… za parę godzin chłopak zmarł… cud się nie zdarzył… Kiedy odchodziła z kliniki powiedziała: „ a miałam taką wielką nadzieje w Twojego Boga, siostro… mówiłaś, ze ON jest… i uzdrawia… moja nadzieja umarła wraz z mą miłością życia…”Nadzieja jednak nigdy nie umiera… 6 milionów ludzi czeka w Afryce Płd. na uzdrowienie z zarażenia wirusem HIV… na cudowne lekarstwo… na inne życie… 25 milionów ludzi zmarło z powodu AIDS od 1980 roku… miliony ludzi  w Afryce czeka na wynalezienie szczepionki na malarie… Gdziekolwiek żyjemy czekamy na jakiś cud… uzdrowienie, zmianę, niespodziankę… na uśmiech… Każdy człowiek nosi w swym sercu okruchy niespełnionej nadziei... Adwent jest właśnie tym czasem, który szczególnie przypomina nam o największej nadziei-NADZIEI BOGA… w naszym życiu pełnym pośpiechu, zmagań, rozczarowań, braku czasu, niespełnionych pragnień… Religia ofiaruje nam nowe pragnienie życia większego, bogatszego, pełniejszego… Daje nam wiarę, nadzieje i odwagę. Usuwa z naszego życia napięcie, zmartwienie, strach, obawy i żądze. Pomaga nam stworzyć dla siebie oazę spokoju pośród szalejących piasków pustyni… Człowiek religijny to ktoś , kto potrafi dać nadzieje… Mary miała 17 lat, kiedy dowiedziała się, ze jest w ciąży. Nie chciała tego dziecka, ponieważ było ono owocem brutalnego gwałtu… Dobrzy ludzie radzili jej by usunęła… i to jak najszybciej. Wahała się… bo miała plany na przyszłość, rodzinę, szkołę, zawód, dom… i tak nagle to wszystko miało się zmienić…, ponieważ ktoś tak strasznie ja skrzywdził. W Afryce Płd .co 5 minut gwałcone jest dziecko, i ta sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Połowa tych dzieci jest zarażana wirusem HIV. Ich psychika już nigdy nie będzie normalna… zawsze pozostanie dziwny lek przed drugim człowiekiem, jak było w przypadku Mary. Bała się każdego, nawet własnego ojca, czy brata… Lęk ten zabijał każdą jej relację. Ludzie uważali ja za dziwaczkę, chorą psychicznie, opętaną… Nikt nie wiedział, dlaczego tak się zachowuje…, ale wszyscy wydawali sady. Pewnego dnia trafiła do naszej misji, prosząc o prace w ogrodzie. Zaczęła od upiększania naszej groty Maryi… i dziś wraz ze swym synem żyje i pomaga wszystkim zgwałconym dziewczynom, bo Życie ma zawsze jakieś rozwiązania… Została katoliczka i daje nadzieje tym, którzy jej szukają… „ Bóg daje tylko to, co najlepsze tym, którzy Jemu zostawiają wybór „ To zdanie Mary powtarza wszystkim, którzy szukają u niej pomocy, nadziei, wsparcia. Adwent to czas dawania nadziei… Boże Narodzenie to Bóg obecny pośród ludzkiego cierpienia. Przeżycie Świąt nie zależy od prezentów, choinek, dekoracji… ale od nadziei, którą podarowaliśmy innym, przez każdy gest Miłości, nawet tej najmniejszej. Gdzie rodzi się dziś Bóg? Wszędzie tam, gdzie ludzie przyznają sprawiedliwość słabym, gdzie dzielą się swym chlebem z głodnymi, gdzie nieprzyjaciele podają sobie dłonie, gdzie nie sądzą człowieka za jego słabość, ale widzą zwycięstwo w codziennej walce zagubienia. Rodząc nadzieje w sercu zagubionego człowieka, przypominamy światu, ze Bóg rodzi się w XXI wieku…

s.Dolores Zok , SSpS ( Republika Południowej Afryki)

Aby Kościoły Ameryki Łacińskiej posyłały misjonarzy do innych Kościołów jako owoc misji kontynentalnej. W 2007 roku w narodowym sanktuarium maryjnym w Aparecida w Brazylii miało miejsce historyczne spotkanie biskupów Ameryki Łacińskiej. Uczestniczył w nim również ówczesny przewodniczący Episkopatu Argentyny- a obecnie Ojciec Święty Franciszek. Jako owoc tego spotkania został wydany dokument , który wzywa wszystkich wiernych tego kontynentu do odważnego świadczenia o Jezusie w swoim środowisku. Główne hasło tego spotkania brzmiało: „ jesteśmy uczniami i misjonarzami”, bo wszyscy jesteśmy wezwani by będąc z Jezusa i słuchając codziennie Jego głosu, dzielić się tym doświadczeniem wiary z wszystkimi , których spotykamy na naszej drodze. To wielkie zadanie jakie staje przed każdym uczniem Jezusa by swoim życiem pokazywać Boga. To hasło zostało wdrożone w programy duszpasterskie tamtejszego Kościoła i przybrało bardzo konkretne formy. A przede wszystkim obudziło ogromny entuzjazm katolików ,by w swojej codzienności dzielić się wiarą z wszystkimi. Jest to tzw. misja kontynentalna- by Dobra Nowina była głoszona wszystkim mieszkańcom tego kontynentu nadziei. Ale ów dokument z Aparecidy wzywa także do wysyłania misjonarzy do innych krajów i na inne kontynenty. Dlatego Ojciec Święty zachęca nas szczególnie w tym miesiącu do modlitwy za kraje Ameryki Łacińskiej, aby umacniając się coraz bardziej w wierze, trwając razem za modlitwie, słuchaniu Słowa i łamaniu chleba, miały odwagę wysyłać misjonarzy i dzielić się z innymi ludami i kulturami swoim doświadczeniem komunii z Trójjedynym Bogiem. Uczyńmy tę intencję Ojca Świętego i naszą intencją i obejmijmy naszą modlitwą i sercem ten wielki kontynent Ameryki Łacińskiej, który po 5 wiekach ewangelizacji staje przed odpowiedzialnym zadaniem dzielenia się swoja wiarą z innymi kontynentami. Módlmy się także o dar nowych i świętych powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych w Ameryce Łacińskiej.




View the embedded image gallery online at:
http://parafiapolanica.pl/index.php/kolomisyjne#sigFreeId825a90594d
"Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię" Niedziela Misyjna pod hasłem "Boże Miłosierdzie dla całego świata" rozpoczęła tydzień misyjny w naszej parafii. Tydzień ten był bardzo szczególny, ponieważ październik to m-c różańcowy, poświęcony Matce Bożej i na nabożeństwach, opiece naszej Pani polecaliśmy wszystkie kraje misyjne, wszystkich misjonarzy, którzy głoszą Dobrą Nowinę o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, wszędzie tam gdzie prowadzą ich ścieżki życia. W naszej wspólnocie swoją służbę Bogu i ludziom poświęcają zgromadzenia zakonne tak żeńskie jak i męskie, wśród nich Misyjne Zgromadzenie Służebnic Ducha Świętego.

View the embedded image gallery online at:
http://parafiapolanica.pl/index.php/kolomisyjne#sigFreeId92156f830c
W tym roku w dniach 20-26 października wraz z całym Kościołem przeżywamy Tydzień Misyjny. Naszą modlitwą obejmujemy wszystkie ludy i narody rozsiane po całej ziemi, a także tych, którzy są posłani aż na krańce świata, by dzielić się swoim doświadczeniem wiary i głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa.Od najmłodszych lat fascynował mnie temat misji i coraz silniejsze stawało się pragnienie by kiedyś zostać misjonarką. Coraz bardziej też fascynował mnie Bóg, który krocząc naszymi ludzkimi drogami czyni piękną i sensowną naszą drogę życia. Dlatego też wstąpiłam do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego, które posługuje w 47 krajach świata i jest obecne na wszystkich kontynentach. Moje pragnienie wyjazdu do pracy misyjnej stawało się coraz silniejsze, ale z czasem zaczęłam też odkrywać, że misje to nie tylko kwestia odległości geograficznej, ale to każda przestrzeń, w której przyjdzie mi żyć. Bo wszędzie gdziekolwiek żyjemy i pracujemy jako Służebnice Ducha Świętego jesteśmy posłane, aby miłość Ojca rozlaną przez Ducha Świętego w naszych sercach przekazywać ludziom na wzór Chrystusa, który przyszedł aby służyć. Dlatego różnorodne są nasze posługi w Kościele i świecie, pracujemy w szkołach i szpitalach , ośrodkach dla uchodźców, a także wśród uzależnionych i zepchniętych poza margines społeczeństwa.

View the embedded image gallery online at:
http://parafiapolanica.pl/index.php/kolomisyjne#sigFreeId816b7aa44c

W niedzielę naszą wspólnotę odwiedziły siostry ze zgromadzenia Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji w Ząbkowicach Kł. Siostry dzieliły się z nami świadectwem swojego powołania i życia. Zbierały także ofiary na kosztowny remont kościoła i klasztoru. Za wszelką okazaną siostrom pomoc serdecznie dziękujemy!

f