W tym roku w dniach 20-26 października wraz z całym Kościołem przeżywamy Tydzień Misyjny. Naszą modlitwą obejmujemy wszystkie ludy i narody rozsiane po całej ziemi, a także tych, którzy są posłani aż na krańce świata, by dzielić się swoim doświadczeniem wiary i głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa.Od najmłodszych lat fascynował mnie temat misji i coraz silniejsze stawało się pragnienie by kiedyś zostać misjonarką. Coraz bardziej też fascynował mnie Bóg, który krocząc naszymi ludzkimi drogami czyni piękną i sensowną naszą drogę życia. Dlatego też wstąpiłam do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego, które posługuje w 47 krajach świata i jest obecne na wszystkich kontynentach. Moje pragnienie wyjazdu do pracy misyjnej stawało się coraz silniejsze, ale z czasem zaczęłam też odkrywać, że misje to nie tylko kwestia odległości geograficznej, ale to każda przestrzeń, w której przyjdzie mi żyć. Bo wszędzie gdziekolwiek żyjemy i pracujemy jako Służebnice Ducha Świętego jesteśmy posłane, aby miłość Ojca rozlaną przez Ducha Świętego w naszych sercach przekazywać ludziom na wzór Chrystusa, który przyszedł aby służyć. Dlatego różnorodne są nasze posługi w Kościele i świecie, pracujemy w szkołach i szpitalach , ośrodkach dla uchodźców, a także wśród uzależnionych i zepchniętych poza margines społeczeństwa.

 

Moim pragnieniem zawsze była Afryka. Jednak po kilku latach pracy w Polsce zostałam posłana do południowej Brazylii, gdzie przez prawie dwa lata dane mi było żyć i pracować. W niewielkim miasteczku Medianeira, w stanie Parana, blisko granicy z Argentyną i Paragwajem, nasze Zgromadzenie od ponad 40 lat prowadzi niewielki szpital. Choć praca w szpitalu bardzo mnie absorbowała, to miałam też wiele możliwości pracy pastoralnej. Nasza parafia liczyła ok. 40 tys. mieszkańców i pracowało w niej jedynie 3 kapłanów. Do parafii należało 48 kaplic dojazdowych, w których ludzie gromadzili się na niedzielne nabożeństwa Liturgii Słowa. Niestety z powodu niewystarczającej liczby kapłanów, udział w niedzielnej Eucharystii nie dla wszystkich był możliwy. W każdej z tych kaplic ksiądz odprawiał Msze raz w miesiącu lub rzadziej. Ale i tak ludzie licznie gromadzili się w niedziele, by wspólnie uwielbiać Boga i razem trwać na modlitwie. Brazylijczycy to bardzo radosny i spontaniczny naród, więc ich liturgia jest pełna śpiewu i radości. Często odwiedzałam najbiedniejsze wspólnoty należące do naszej parafii, znajdujące się na tzw. fawelach czyli slamsach. Jedna z tych faweli nazywała się Vila Alegria- co znaczy wioska radości. Jednak nazwa była zaprzeczeniem rzeczywistości. Była to jedna z najuboższych dzielnic naszego miasta. Ale właśnie tam podczas przygotowań do Bożego Narodzenia (które w tamtym klimacie jest bardzo upalne), udało nam się zorganizować sporą grupkę dzieci i przygotować z nimi jasełka, które przedstawialiśmy w sam dzień Bożego Narodzenia. Wraz z grupą rodzin z naszej parafii udało nam się zorganizować wszystkie stroje i potrzebne rekwizyty, a także, co było niespodzianką dla tych dzieci, prezenty bożonarodzeniowe. Jasełka wypadły wspaniale, kaplica była pełna wiernych. Niektóre z tych dzieci po raz pierwszy w życiu dostały bożonarodzeniowy prezent. I wtedy, patrząc na nie wybiegające z kaplicy do swych domów z prezentami i słodyczami, zrozumiałam, że w ten dzień Bożego Narodzenia ta fawela naprawdę stała się wioską radości. Radość tych dzieci i entuzjazm wiary ich rodziców był dla mnie najpiękniejszym prezentem bożonarodzeniowym. Wiele było takich momentów kiedy poczułam się ubogacona ich przeżywaniem wiary w codziennym życiu. Dane też mi było pracować w pewnym Ośrodku katolickim dla uzależnionych mężczyzn, gdzie spotykałam przeróżnych ludzi, których historie życia czasem były bardzo skomplikowane. Jednak najpiękniejsze były dla mnie te momenty, kiedy niektórzy w trakcie terapii w tym ośrodku, odnajdywali na nowo Boga w swoim życiu i wtedy dokonywało się w nich prawdziwe nawrócenie. To doświadczenie pracy w południowej Brazylii na zawsze pozostanie dla mnie cennym darem. Bo życie każdej z tych osób, którą tam spotkałam to niepowtarzalna historia miłości Boga do człowieka. To doświadczenie misyjności i powszechności Kościoła ukazuje nam, że ten sam Bóg obecny w naszym życiu jest i działa w życiu naszych braci i sióstr, rozsianych po całym świecie. Dlatego jako chrześcijanie jesteśmy zaproszeni by być żywą cząstka Kościoła i by nasze życie przypominało innym o Bogu, który jest miłością.

s. Aldona Skrzypiec, SSpS

f