Aby chrześcijanie oświeceni światłem Wcielonego Słowa przygotowali ludzkość na przyjście Zbawiciela. Trwa adwent – przygotowanie do świętowania pamiątki pierwszego przyjścia Jezusa, czyli Wcielenia. Dzięki Maryi, która powiedziała Bogu „Tak”, „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” [J 1, 14]. Więc Bóg naprawdę jest wśród nas, tutaj i teraz. Swoim słowem – Ewangelią – rozświetla mroki codziennych trosk, pokazuje prawdziwe wartości, o które warto dbać. Dodaje sił, gdy przyjmujemy Go pod postacią małej Hostii. Odzyskujemy utraconą nadzieję, gdy adorujemy Go w Najświętszym Sakramencie. To Słowo Wcielone, czyli sam Boży Syn, oświeca nas Swoim światłem nieustannie. Adwent jest również czasem przygotowania się do powtórnego przyjścia Jezusa na końcu czasów. Choć nie wiemy kiedy to nastąpi, pewne jest, że nastanie taki czas, gdy nasz Zbawiciel przyjdzie zabrać swoich wiernych do Domu Ojca. Czy będziemy wśród nich? Czy w krzątaninie codziennych obowiązków w ogóle o tym myślimy? Czy interesuje nas ilu z naszych krewnych, sąsiadów, znajomych z pracy będzie gotowych, by miłujący Ojciec przyjął ich do Siebie? Ilu z nich zostanie pozostawionych w ciemności, rozpaczy i potwornym cierpieniu – na zawsze. A może powiemy, że mamy wystarczająco dużo własnych problemów by jeszcze myśleć o innych? Odpowiedź możemy znaleźć w Encyklice Benedykta XVI o nadziei „Spe Salvi”: „Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam. Nieustannie w moje życie wkracza życie innych: w to, co myślę, mówię, robię, działam. I na odwrót, moje życie wkracza w życie innych: w złym, jak i w dobrym. [...] Nigdy nie jest za późno, aby poruszyć serce drugiego i nigdy nie jest to bezużyteczne. [...] Jako chrześcijanie nie powinniśmy pytać się jedynie: jak mogę zbawić siebie samego? Powinniśmy również pytać siebie: co mogę zrobić, aby inni zostali zbawieni i aby również dla innych wzeszła gwiazda nadziei? Wówczas zrobię najwięcej także dla mojego własnego zbawienia.” Więc zróbmy wszystko co w naszej mocy, by przy Swoim ponownym przyjściu Jezus nie zarzucił nam obojętności i egoizmu. Skoro słowa pouczają, a przykłady pociągają – dlatego my sami dajmy dobry przykład. Niech nasze życie będzie prawdziwym naśladowaniem Chrystusa. W konkretnych sytuacjach zastanawiajmy się, co On by zrobił. Wybierzmy trzy filary, które podaje Ojciec Święty Franciszek: modlitwa + sakramenty + pomoc innym. I nie chodzi tu o spektakularne wyczyny, ale o proste sytuacje, o wybieranie dobra, a nie zła. Często wiąże się to z tzw. pójściem pod prąd. Choćby życie bez sakramentów, oszustwa, plotkowanie, kłamstwa, horoskopy, bioenergoterapia, leki homeopatyczne... itd. Ile razy słyszymy: „Nie przesadzaj. Przecież wszyscy tak robią”... Rzecz w tym, że nie wszyscy, niestety jednak wielu. Dlatego musimy prosić Boga o umocnienie, żebyśmy ani my, ani inni nie wybierali tej łatwiejszej drogi, którą tak opisywała w swoim widzeniu św. Faustyna Kowalska: „droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć.” Pomóżmy im. Jak zachęcał ojciec Phil Bosmans: „Bądź jak światło, które wędruje przez noc i po drodze zapala zagasłe gwiazdy”.

s.Agnieszka Chybińska, SSpS

f