Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu – nasi najmłodsi sportowcy wygrali rozgrywki piłkarskie zorganizowane przez Misjonarzy Świętej Rodziny. Ks. Marcin Mazur przygotował drużynę, jak się okazało bardzo dobrze. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca był wyjazd na finały. Nie byle jakie – ogólnopolskie. Problemy zaczęły się, gdy zgodnie z decyzją biskupa Ignacego Deca ks. Marcin został przeniesiony do parafii w Świdnicy. Przypadło mi zatem na starcie nowej pracy w udziale nie lada zadanie – zorganizować w kilka dni i doprowadzić do skutku cały wyjazd. Determinacja ministrantów i rodziców była ogromna – jedziemy walczyć o zwycięstwo! Prawdziwym cudem udało się zakupić w szybkim czasie stroje piłkarskie, zaś mąż pani Ireny Sadko równie błyskawicznie wykonał na nich nadruki. Mogliśmy jechać.

 

Podróż obfitowała w przygody – największą z nich był fakt, iż do Kazimierza Biskupiego wybraliśmy się koleją (przesiadki we Wrocławiu i Poznaniu). Doskwierał brak wolnych miejsc i tłok, jednak dzięki temu podróż miał także charakter obozu przetrwania.

Już drugiego dnia rozpoczęła się faza grupowa – mecze „każdy z każdym”. Po zacieklej walce udało się nam wyjść z grupy. W półfinale zagraliśmy świetny mecz z drużyną z Osieka (zwyciężyli w całym turnieju). Byliśmy o krok od zwycięstwa. Ostatecznie pozostała walka o trzecie miejsce – tutaj na przeszkodzie stanęła drużyna z Rzeszowa. Ostatecznie zajęliśmy czwarte miejsce.

Tydzień rozgrywek obfitował także w liczne atrakcje – wizyta na lotnisku, w klasztorze Kamedułów, zajęcia praktyczne pierwszej pomocy. Sporym wyzwaniem okazały się dyżury sprzątania i mycia naczyń po posiłkach – mamy powinny być zadowolone: synowie spisali się świetnie! Największą determinacją wykazał się Arek Witlake – który równie dobrze grał jako bramkarz jak i rewelacyjny napastnik. Mieliśmy też swój udział w organizacji Turnieju – nasz lektor Janek Niewiadomski pomagał w sędziowaniu meczów. No i ja sam zagrałem pierwszy w życiu mecz – jako bramkarzJ.

Wszystkim uczestnikom wyjazdu dziękuję za wzorową postawę i prawdziwego, sportowego ducha walki. Rodzicom dziękuję za zaufanie dla młodego duszpasterza i pomoc w zorganizowaniu turnieju. Pozostaje mieć nadzieję, że za rok wrócimy z takiego turnieju z pucharem.

f