W przeddzień Niedzieli Dobrego Pasterza, niedzieli modlitwy o powołania, do naszej wspólnoty parafialnej przybyły dzieci i młodzież z sąsiednich sześciu dekanatów. Przyjechały, by omodlić sprawę powołań, ale i też się czegoś o tych powołaniach dowiedzieć. Również i nasze dzieci z różnych grup i wspólnot na to spotkanie przyszły. Była to okazja do poznania i porozmawiania z klerykami z naszego Wyższego Seminarium Duchownego ze Świdnicy. Także polanickie Towarzystwo Przyjaciół WSD uczestniczyło we Mszy świętej w intencji powołań, sprawowanej przez Ojca Duchownego Seminarium w Świdnicy, Krzysztofa Iwaniszyna. Ojciec Duchowny w kazaniu ukazywał dzisiejszy głód wielu ludzkich serc nieznających Chrystusa. Zachęcał do modlitwy i do odważnych decyzji. Mówił: "Jeśli Chrystus woła, nie bój się iść za nim". Po Mszy był poczęstunek u ss. Boromeuszek i czas świadectw.

Jedno z tych świadectw, świadectwo kleryka Marcina Banaczyka, alumna roku czwartego, w całości cytujemy „Każde powołanie do służby w Kościele, niezależnie czy kapłańskie, czy zakonne, jest zaproszeniem danym przez Pana Boga. Zaproszeniem do wejścia na drogę, która przemienia tego, kto nią idzie. Człowiek jednak ze swej natury nie bardzo lubi zmiany, niechętnie też idzie tam, gdzie nie jest pewny drogi. A właśnie taką nieznaną i wymagającą drogą jest droga powołania do służby w Kościele. Ja takie zaproszenie dostałem od Pana Boga wraz z sakramentem bierzmowania, ale uznałem, że trafiło ono do niewłaściwych rąk, podarłem je i wyrzuciłem do kosza. Pan Bóg jednak od czasu do czasu przypominał mi o nim, na co ja reagowałem zawsze tak samo: dziękuję, nie dla mnie jest takie życie. Pan Bóg upomniał się jednak bardzo mocno niedługo przed maturą, kiedy podczas niedzielnej Mszy Świętej obserwując księdza, przyszła mi do głowy taka myśl: a co by było, jakbym to ja był po drugiej stronie ołtarza? W mojej parafii był kiedyś ksiądz, który przyjął święcenia kapłańskie dopiero w wieku 50 lat, po śmierci swojej matki, która nie godziła się z myślą by jej syn był księdzem. On będąc jej posłusznym, wstąpił do seminarium dopiero kiedy umarła. I ja w tamtym czasie pomyślałem sobie tak: jeśli Ty Panie Boże chcesz bym został księdzem, to prędzej, czy później nim zostanę. Zdałem maturę i zacząłem studia we Wrocławiu na politechnice. Jednak z biegiem czasu zacząłem odkrywać, że pomimo studiów na wymarzonym kierunku, czuję się jakby nie na swoim miejscu. I doszedłem do prostego wniosku: dopóki nie spróbuję nie zaznam spokoju. Postanowiłem przerwać studia i zgłosić się do seminarium. Dzisiaj, po czterech latach pobytu w tzw. „domu ziarna”, mimo wielu trudności, wiem, że jestem na właściwej drodze. Jestem też bardzo pewien jednej rzeczy. Młodemu człowiekowi, któremu współczesny świat daje do wyboru wiele dróg rozwoju i realizacji, a który słyszy głos by zostać księdzem, czy siostrą zakonną, w podjęciu decyzji potrzebna jest modlitwa innych.Bez nieustannej modlitwy w intencji powołanych, o miłość i odwagę dla nich, nie będą oni w stanie usłyszeć głosu Pana Boga i za nim pójść”. Dziękujemy Bogu za świadectwa naszych kleryków, szczególnie za świadectwo kleryka Marcina. Dziękujemy za wspólnie spędzony czas na modlitwie. Dziękujemy młodym ludziom za ich odwagę, miłość do Chrystusa i do Kościoła. To prawda, że niełatwo dzisiejszemu młodemu człowiekowi pójść za Chrystusem. Niełatwo być sobą i mieć wartości. Niełatwo, bo świat inne ma priorytety i inne wartości. Ale Chrystus daje siłę i moc; kto Mu zaufał jest w stanie wytrwać. Niech Dobry Pasterz, który zna swoje owce, a one znają Jego głos, daje Kościołowi i światu nowych świadków swojej miłości.

f